Budziłem się z ogromnym bólem głowy a wokół mnie było biało i tylko przed przymkniętymi oczami tańczyły mi zielone słonie. Zamrugałem z wysiłkiem i w końcu zorientowałem się że jestem w szpitalu.
-AAA!- Wydobyłem z siebie nieokreślony pisk na który do mojego pokoju wbiegło dwoje najbliższych mi ludzi starsza siostra Ela i przyjaciel z dzieciństwa Łukasz
-Co się tak drzesz chcesz żeby zleciały się pielęgniarki?- Przyjaciel uderzył mnie niezbyt subtelnie w ramię
-No wiesz?!- Oburzyłem się i zarumieniłem na co roześmiała się siostra
-Wiesz jak się tu znalazłeś?- Zapytała po chwili z zatroskaną miną
-Nnnie- i ja spoważniałem a Łukasz przysiadł na niewygodnym krześle i aż się skrzywił. Razem z siostrą tylko przewróciliśmy oczami
-Rozbiłeś się na desce- odpowiedziała po chwili- ja wiem że masz 18 lat i nie mogę ci zabronić ale musisz uważać na to co robisz- karciła mnie jak zwykle
-Wiem wiem- próbowałem ją zbyć ale wiedziałem, że mam racje. Chociaż ja lubię ryzyko, mimo że może tego po mnie nie widać. Jestem mały bo mam tylko 160 cm wzrostu szczupły mam długie kręcone brązowe włosy których nigdy jakoś nie udało mi się dobrze związać czy ułożyć mimo że nie raz próbowałem. Byłem też bardzo szczupły i miałem buźkę jak dziewczyna co stanowiło moje największe utrapienie. Nawet nasza sąsiadka Dreszowa wciąż zwracała się do mnie per Kamilko i nie chciała przejąć do wiadomości że jestem młodym mężczyzną- A co z moją deską?- Chciałem wiedzieć po chwili
-Roztrzaskana w drobny mak- przyjaciel zrobił smutną minę i wstał z tego nieszczęsnego krzesła- Wpadła pod samochód jakbyś się nie przewrócił mogłoby być z tobą gorzej. A tak masz dwa dni w szpitalu
-Aaale moja deska- W oczach zebrały mi się łzy, Ela nie chciała mi jej kupić i sam przez kilka miesięcy musiałem oszczędzać
-Koniec odwiedzin- do sali wszedł jakiś młody mężczyzna w lekarskim ubraniu i wyszczerzył do mnie zęby niemal drapieżnie a ja się skuliłem. Nie raz byłem w podobnej sytuacji ale Łukasz zawsze dzielnie mnie bronił. Przy nim wyglądałem jak dzieciak z podstawówki ale nie znałem lepszego człowieka- Kamil musi odpocząć- tym razem zrobił profesjonalną minę a mi zrobiło się gorąco
-A nie mogą zostać?- Zapytałem mrugając długimi rzęsami i starając się żeby moje zielone duże oczy wyglądały niewinnie
-Nie dziś- moja kochana siostra nic nie rozumiała i po kilku chwilach niemal siłą wyciągnęła z sali przyjaciela a młody lekarz wciąż stał przy drzwiach.
Miałem okropny dzień i jedyne o czym marzyłem to zimne piwo i wygodne łóżko. Moja zmiana w końcu się skończyła i czekały mnie dwa dni niczym nie zmąconego spokoju.
Właśnie zmierzałem do wyjścia modląc się w duchu żeby żadna pielęgniarka już mnie nie zaczepiała gdy z jednej z sal dobiegł mnie cichy krzyk. W zasadzie w szpitalu to nic dziwnego ale w pobliżu nie było nikogo a ja w końcu byłem lekarzem.
Szybko otworzyłem drzwi
-Makowski!- Krzyknąłem. Młody doktor leżał na bezradnym dzieciaku. Z nim zawsze były kłopoty ale był synem ordynatora i wszystko uchodziło mu na sucho
-Lew to nie twoja sprawa. Pierwszy zobaczyłem tego słodziaka- dzieciak płakał i starał się wyrwać z żelaznego uścisku tego... kryminalisty ale sam musiałem przyznać że był śliczny co jednak go nie usprawiedliwiało. Jednym skokiem dobiegłem do łóżka i szybkim ruchem rzuciłem Makowskim o ścianę, mimo że i on był dobrze zbudowany na szczęście byłem silniejszy
-To że twój tatuś kryje ci dupę nie znaczy że nie mogę cię połamać- warknąłem do nagle przestraszonego mężczyzny- a teraz spieprzaj i niech cię nie widzę w pobliżu tego pokoju bo nic ci nie pomoże- i zwróciłem się w stronę łóżka
-Dziękuję- mały już otarł łzy i starał się uporać z obszarpaną piżamą, z bliska wyglądał jeszcze lepiej aż musiałem dyskretnie się uszczypać żeby nie zrobić czegoś głupiego. Za długo byłem sam
-Nie ma za co mały- wziąłem jego kartę. Kamil Dąb, no rzeczywiście raczej ździebełko uśmiechnąłem się pod nosem- następnym razem jeśli ktoś będzie chciał coś ci zrobić po prostu uderz, ugryź, kop- ale już wiedziałem że do czasu aż chłopak będzie w szpitalu ja będę go pilnować mimo tego że mam wolne. Zawsze znajdzie się jakaś papierkowa robota
-Postaram się- uśmiechnął się do mnie i cała buzia mu się rozjaśniła. Hamowałem się z całych sił żeby go nie pocałować- a teraz odpoczywaj karzę pielęgniarce dać ci coś na sen- i ja się uśmiechnąłem idąc w stronę drzwi, te ogniki w pięknych oczach były zaraźliwe
-Panie Lew?- Usłyszałem jeszcze i odwróciłem się zanim zamknąłem drzwi
-Tak panie Dąb?- Uniosłem brew i wciąż się uśmiechałem
-Nauczy mnie pan się bić?- Tego się nie spodziewałem i przez kilka sekund jedyne co mogłem robić to patrzyć na ślicznego chłopca który wyglądał tak krucho że jedyne co chciałem robić to chronić go przed całym światem
-Robert- przedstawiłem się bo to całe pan wcale mi się nie podobało. Tworzyło niepotrzebny dystans który mi uwierał- Zobaczymy mały zobaczymy- i w końcu zamknąłem drzwi by dać mu odpocząć.
##################################################################################
Kochani bardzo proszę o opinię i to jak najwięcej:)
Inspirowały mnie opowiadania świetnej autorki Strega Bianca kto jeszcze nie zna zajrzyjcie i do niej