poniedziałek, 4 maja 2015

Rozdział 1

Mimo wszystkiego co się dziś stało nie mogłem zasnąć bo ciągle miałem przed oczami przystojnego lekarza a przecież nie mogłem się zakochać bo byłem w związku. Mój chłopak co prawda mieszkał na drugim końcu polski i widywałem go tylko przez kamerkę ale obiecał że w końcu do mnie przyjedzie. To jednak nie pomagało bo Lew w tym właśnie momencie zasłaniał mi wszystko. A może chodziło o sposób w  jakie mnie obronił? Niestety nie jestem typem męskiego mężczyzny i zawsze potrzebowałem kogoś kto by mi pomógł. I tym kimś zawsze był Łukasz, dlatego właśnie się przyjaźnimy bo on lubi być obrońcą. Uśmiechnąłem się lekko i znów zamknąłem oczy, musiałem odpocząć i przywołałem w myślach mojego chłopaka. Tomek był starszy o 3 lata wysportowany wysoki o ile mogłem zobaczyć przez komputer no i miał bardzo ładne brązowe oczy. Tak to o nim mogłem myśleć leżąc samotnie w nieznanym szpitalnym pokoju. Powoli wsunąłem rękę pod cienki koc.

Wszedłem w końcu pod prysznic. Po nieprzerwanej pracy była to dla mnie najlepsza nagroda. Dziś jednak za każdym razem gdy przymykałem oczy by chociaż na chwilę się odprężyć widziałem ślicznego chłopca, a przecież taki ktoś potrzebuje uwagi i czułości której ja nie mógłbym mu dać. Mimo to przyjemnie było widzieć go gdy zaczynałem niespieszną pieszczotę, miałem tylko nadzieję że szybko mi przejdzie to nietypowe zauroczenie.

Mimo wszystko rano obudziłem się w bardzo dobrym nastroju. Bolało mnie mniej a i miałem bardzo przyjemne sny które sprawiały że wciąż się rumieniłem. Od pielęgniarki dowiedziałem się też że doktor Makowski wziął sobie kilkudniowy urlop więc nie musiałem się obawiać że ten zboczeniec znów się do mnie zbliży.Wiedziałem, że nie ma go dzięki Robertowi i wiedziałem że muszę się jakiś odwdzięczyć, nie wiedziałem tylko jak
-Mogę wejść maluchu?- Usłyszałem głos Łukasza
-Pewnie- rozpromieniłem się i usiadłem wygodniej na łóżku. Kto jak kto ale przyjaciel zawsze miał dobre pomysły- musisz mi pomóc- powiedziałem gdy tylko zamknął za sobą drzwi
-Co się stało?- Na jego przystojnej opalonej twarzy pojawiła się troska. Nie lubiłem tego, pamiętam że kilka lat temu bardzo mi się podobał i nie chciałem żeby się martwił
-Wczoraj zaatakował mnie lekarz ale inny szybko się z nim uporał i teraz nie wiem jak mu za to podziękować- powiedziałem na jednym oddechu bardzo szybko jak zawsze gdy się denerwuje
-Po kolei- usiadł obok mnie i wziął mnie za rękę. Lubiłem taki kontakt a nasze ręce pasowały do siebie jak żadne inne- Zaatakował bo chciał czegoś?
-Tak, ale jak mówię doktor Lew mnie uratował i powiedział, że będzie mnie uczył walczyć, ale teraz muszę mu jakoś podziękować
-Ty to się zawsze w coś wpakujesz- Łukasz ze śmiechem pokręcił głową- ten Lew opowiedz o nim- wyszczerzył do mnie zęby
-Wysoki, bardzo przystojny, ciemne włosy oczy takie że aż dech zapiera i taki inny od Tomka- zarumieniłem się nieznacznie i odwróciłem się do okna
-Oj widzę że się kolego zauroczyłeś- tym razem nie było mu do śmiechu, ledwo tolerował mojego chłopaka zawsze mówił że nie jest dla mnie ale ja potrafiłem być uparty i w tej akurat sprawie go nie słuchałem- a możesz mu np kupić coś....
-Kwiatki!- Krzyknąłem ze śmiechem i po chwili obaj rechotaliśmy jak szaleni a w moich oczach pojawiły się łzy których nie zdążyłem zetrzeć gdy ktoś znów otworzył drzwi.

Szedłem do szpitala z dziwnym uściskiem w żołądku. Stary a głupi karciłem się co kilka metrów a gdy sprawne zwykle dłonie tuż przy samych drzwiach zaczęły mi się pocić roześmiałem się z taką wesołością na jaką nie było mnie stać od niemal 6 lat.
Idąc w stronę pokoju chłopca przystanąłem tylko raz by przeglądnąć się w lustrze ale szybko pokręciłem głowa i dałem sobie spokój z tymi głupotami, przecież to tylko pacjent. Owszem był niebywale śliczny i niewinny ale przecież przez te ostatnie lata kilku takich już się pojawiało a ja tylko na niego tak reaguje.
Byłem już przed drzwiami i usłyszałem czysty śmiech który niemal natychmiast wdarł się do mojego zamkniętego serca i musiałem zobaczyć co wprawiło go w taką wesołość.
Nie był sam i to już mi się nie spodobało ale wystarczył jeden rzut oka na piękna twarz i niemal zamarłem. W oczach i na policzkach widziałem małe kropelki. Dopiero po kilku sekundach mogłem nad sobą zapanować
-Panie Dąb wszystko w porządku?- Zapytałem zbliżając się do łóżka ciągle zastanawiając się czy ten wysoki barczysty chłopak stanowiłby dla mnie konkurencje
-Jak najbardziej doktorze- wciąż się uśmiechał i otarł w końcu łzy co przyjąłem z niespotykaną ulgą
-Należą się panu podziękowania- odezwał się tamten gdy ukryłem twarz za kartą małego- Ten tu ciągle pakuje się w kłopoty i ktoś musi go chronić przed napalonymi zboczeńcami- mówił to całkiem poważnie i za to byłem mu wdzięczny
-Przechodziłem obok- wzruszyłem ramionami ale chyba go nie przekonałem o mojej obojętności bo uniósł nieznacznie brew ale tylko na chwilę-ale masz rację twój kolega potrzebuje ochrony- teraz się uśmiechnąłem i pozwoliłem sobie przez moment ponieść się wyobraźni że to ja go chronię
-Nie mówcie o mnie jakby mnie tu nie było- Kamil nagle wydął usta i położył dłonie na piersi w zabawnym geście
-Przepraszam- powiedzieliśmy oboje- Panie...?- Znów zwróciłem się do nieznajomego
-Łukasz Kępa- wyciągnął do mnie rękę a ja szybko ją uściskałem był niemal tak postawny jak ja ale wciąż wydawał się dzieckiem, jego dłonie były jednak bardziej szorstki niż moje, tak samo duże i silne- mój mały Kamil...
-Hej!!!- Przerwał mu nagle obiekt naszej rozmowy i wspólnej obsesji?- Przecież umiem mówić- zerwał się z łóżka a ja bałem się że za chwilę się przewróci od zawrotów głowy, ubiegł mnie Łukasz który złapał go za ramię i podtrzymał- Znaczy ja chyba panu... ci nie podziękowałem i może chciałby...ś coś dostać- miotał się i rumienił słodko dzielnie patrząc mi w oczy
-Dostać?- Zamyśliłem się- Może zaprosisz mnie na kawę gdy stąd wyjdziesz a z tego co widzę to już bardzo niedługo- mrugnąłem do niego i za chwilę zamarłem. Pobiłem z siebie idiotę, wpraszałem się na randki a tak dawno na żadnej nie byłem. Łukasz ku mojemu zdziwieniu uśmiechnął się tylko lekko nad głową chłopca
-Tak bardzo chętnie- ucieszył się Kamil i w tym momencie zadzwonił czyjś telefon. To przerwało swoistą atmosferę tym bardziej że śliczny maluch już go odbierał z uśmiechem i umykał do łazienki najwyraźniej szukając odrobiny prywatności
-Kawa co?- Łukasz klepnął mnie w ramię a ja uchyliłem się nieco
-Coś musiałem powiedzieć żeby nie zrobić mu przykrości- chciałem żeby brzmiało to przekonująco ale jego nie mogłem zmylić
-Pewnie mnie nie pamiętasz zresztą byłem dzieciakiem ale kiedyś mieszkałem z rodzicami tam gdzie Dawid i moja mama długo po naszej przeprowadzce utrzymywała z nim kontakt wiem, była z tatą na weselu wiem co się stało 6 lat temu- powiedział smutno a ja zamarłem. Nigdy nie pomyślałbym że....Przełknąłem ślinę i patrzyłem na niego w milczeniu przez ciągnące się w nieskończoność sekundy
-Więc wiesz że straciłem męża i dziecko i że nie nadaję się do związku nie ważne jak ten mały słodziak mi się podoba- niemal warknąłem bardzo cicho bojąc się ze Kamil może usłyszeć co było niemal idiotyczne bo przecież to my słyszeliśmy urywki rozmowy
-To twoja opinia- usiadł na krześle i skrzywił się a ja zanotowałem w pamięci żeby kazać przynieść tu wygodny fotel z mojego gabinetu- winisz się za coś na co nie miałeś wpływu, ale się łamiesz a to dobrze bo ja nie będę go wiecznie bronił za chwilę studia i nie jesteśmy nawet na jednej uczelni mimo że to mój najlepszy przyjaciel- jednak nie zdążyłem nic więcej powiedzieć bo usłyszałem z korytarza że zostałem wezwany. Ten kto dowiedział się, że jestem w szpitalu będzie miał bardzo ciężki tydzień już ja o to zadbam.

-Gdzie Robert?- Zapytałem gdy skończyłem rozmawiać z Tomkiem. Trochę się zmartwiłem że nie poczekał ale miałem też dobre wieści i nie mogłem przestać się uśmiechać
-Został wezwany- Łukasz wstał z tego piekielnego krzesła- Co się tak szczerzysz maluchu?
-Bo Tomek będzie w Krakowie na weekend  i mamy się w końcu spotkać na żywo- bardzo się z tego cieszyłem bo przecież nie raz wyobrażałem sobie naszą randkę i to jak mnie całuje, bierze za rękę czy przytula. Przymknąłem oczy i nagle poczułem dotkliwy ból z tyłu głowy. To mnie otrzeźwiło i otworzyłem oczy
-Po co to było?- Masowałem sobie miejsce gdzie Łukasz mnie pacnął modląc się w duchu żeby nie zrobił mi się sinika
-Ty to się lepiej skup na tym żeby stąd wyjść a nie myśl o sprośnościach- popatrzył na mnie groźnie- to tak na przypomnienie- dodał uśmiechając się- a teraz mów co ci przynieść z domu żebyś tu przypadkiem nie umarł z nudów albo nie daj Boże sam szukał sobie rozrywki bo szpital może tego nie przetrzymać- na to musiałem się roześmiać bo przecież nie było ze mną tak źle od wczoraj byłem wyjątkowo grzeczny
-To ja chcę laptop i moje książki- już zacierałem ręce na myśl że będę miał tyle czasu na swoją ukrytą pasje jaką było czytanie romansów w każdej postaci. Taka ze mnie romantyczna dusza
-Żebym tylko tego nie pożałował- Łukasz wyszedł z sali kręcąc głową a ja znów usiadłem na łóżku bo mówiąc szczerze żebra i nogi zaczęły mnie trochę boleć i znalazłem na telefonie nowa grę żeby jakoś zabić czas do powrotu przyjaciela ale moje myśli znów powędrowały nie w tą stronę co trzeba i złapałem się na tym że porównuję Tomka i Roberta nie wyciągając z tego żadnych wniosków ale randki nie mogłem się już doczekać. Tylko co mój chłopak powie na to że idę na kawę z przystojnym lekarzem?


##################################################################################
Kochani dajcie znać co o tym myślicie. To moje pierwsze opowiadanie w takiej formię i trochę się denerwuje. A podoba się Wam treść?

3 komentarze:

  1. Chodzi Ci o narrację? W skrócie: narracja jak narracja, typowe dla Ciebie błędy są i w tamtych opach, i w tym. Przecinki to NIC. Kobitko, jak lubię Twoje opa, tak dostaję czasami depresji od niektórych zdań. Gadka Łukasza (to coś o Dawidzie i weselu) była zupełnie niezrozumiała. Miałam wrażenie, że ta część była pisana w suahili.
    Co do fabuły - na razie jest spokojnie i nic się nie dzieje. Czekam na ciąg dalszy! Łukasz przeciętny, za to Lew całkiem interesujący. Malec nudny, ale ciekawe jest jego podejście do Tomka i Roberta. Się chłopina nie ogranicza :D
    Wenyyy!!! :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Dlaczego piszesz o dorosłym chłopaku ,, malec"? Choć trzeba przyznać, że faktycznie zachowuje się bardzo dziecinnie. Szybko się wszyscy zauroczyli. Też nie rozumiem tego fragmentu o weselu.
    A mnie się najbardziej podoba Łukasz.
    Sol, kiedyś ci coś zrobię za brak przecinków!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Hej,
    świetny rozdział, coś mam źle przeczucie co do Tomka, Łukasz zna Roberta wie o jego przeszlości, ale chce aby byli razem..
    Multum weny życzę…
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń