Kilka dni później mój ulubiony pacjent opuszczał szpital ale ja nie mogłem się z nim zobaczyć. Nadmiar obowiązków znów zaczął mnie przytłaczać tym bardziej, że od jakiegoś czasu źle sypiałem i to wszystko wina Kamila. Nie pomagało też że jego najlepszy przyjaciel wie o tym co zdarzyło się w mojej przeszłości. Nie przeszkadzało mi że wiedzą o tym moi współpracownicy ale nie mógłbym znieść współczucia w tych pięknych oczach. Gdy Marek tak tragicznie zginął zabierając z tego świata również nasze dziecko myślałem, że już nigdy dla nikogo się nie otworzę a tu w moim bezpiecznym świecie jakim był szpital. Westchnąłem i spojrzałem przez okno w moim gabinecie. Wychodziło na dziedziniec i mogłem obserwować kto wychodzi i wchodzi do szpitala. Zwykle coś takiego mnie nie interesowało ale przy samym wejściu zobaczyłem kręcone włosy Kamila a cała jego postawa wydawała się napięta, zdawało się że na kogoś czeka i już miałem zrobić sobie przerwę w pracy gdy zobaczyłem że ktoś do niego podchodzi. Starszy chłopak wcale mi się nie podobał ale musiałem sobie ciągle przypominać że nie mam do niczego prawa. Mogłem tylko patrzeć jak nowo przybyły pochyla się i całuje chłopca w policzek, zacisnąłem pięści i odwróciłem głowę niemal krzycząc na siebie w duchu że to nie moja sprawa.
Tomek wyglądał jeszcze lepiej na żywo niż gdy widziałem go przez kamerkę i zgodził się podejść po mnie do szpitala ale mówiąc szczerze bardzo się denerwowałem, przecież to była moja pierwsza randka i chciałem, żeby wszystko było idealne. Niestety im bardziej chciałem, żeby wszystko wypadało jak najlepiej tym więcej się psuło i gdy tylko wyszliśmy po za teren szpitala nogi i język zaczęły mi się plątać
-Spokojnie Kamilku- uśmiechnął się do mnie mój chłopak, wciąż nie mogłem się przyzwyczaić do tego żeby go tak nazywać-Jesteś na siłach żeby oprowadzić mnie po Starym Mieście?
-Tak- i ja posłałem mu delikatny uśmiech po czym wziąłem go za rękę którą wcześniej mi ofiarował, była taka duża i silna lubiłem to uczucie. Tak jak podobały mi się dłonie Łukasza czy Kuby chłopak mojej siostry i nagle przypomniały mi się dłonie Roberta które były jeszcze większe delikatniejsze i cieplejsze niż te tutaj. Zagryzłem wargi i zatrzymałem się na chwilę
-Wszystko ok?- Zatrzymał się i spojrzał na mnie- może jednak odprowadzę cię do domu i tak chciałem zobaczyć jak mieszkasz- mrugnął do mnie i wciąż się uśmiechał
-Bo wiesz...- zacząłem i spuściłem wzrok. Nie wiedziałem jak mu powiedzieć o tej kawie z moim wybawcą- Obiecałem takiemu jednemu wyjście na kawę- spojrzałem na niego
-Kamil bardzo cię lubię, podobasz mi się jak nie wiem co ale mieszkamy na dwóch różnych końcach Polski i nie możemy się widywać co tydzień więc najlepiej będzie jak....
-Będziemy w luźnym związku?- Dokończyłem za niego. W zasadzie nie wiedziałem czy powinienem się z tego cieszyć czy nie. Tomek miał racje że tak będzie łatwiej a ja nie będę musiał czuć się winny jeśli spodoba mi się pewny doktor
-Ale być może kiedyś się to zmieni- mrugnął do mnie i wziął za rękę- To co może pójdziemy coś zjeść postawię ci piwo
-Zjeść tak ale wolę nie pić. Ja i Łukasz mieliśmy kilka lat temu pewne przygody- zachichotałem na same wspomnienie
-Będziesz mi musiał wszystko opowiedzieć- i on się roześmiał po czym ruszyliśmy na pizze która była moim ulubionym jedzonkiem
Tego wieczoru nie mogłem znaleźć sobie miejsca w moim wygodnym ale bardzo pustym mieszkaniu. Wciąż miałem przed oczami nieznajomego całującego Kamila. Wiedziałem, że nie powinienem się tak przejmować, nie powinno mnie obchodzić ale nie mogłem przestać.
Dlatego po kilku godzinach bezmyślnego wpatrywania się w telewizor musiałem wyjść i się napić.
Nie szukałem niczego konkretnego ale nogi same poniosły mnie do małego baru kilka ulic od cmentarza. Tam poznałem Marka tam też zdecydowałem, że chcę spędzić z nim resztę życia. Teraz byłem sam i do tego zdałem sobie sprawę że zakochuję się w nastoletnim pacjencie
-Robert dawno cię tu nie było chłopcze- właściciel baru poznał mnie gdy tylko usiadłem. Ten człowiek chyba wcale się nie zmienił
-Jakoś nie było okazji- upiłem łyk ciemnego piwa. Nawet nie wiedziałem kiedy kufel pojawił się przede mną
-Wciąż się obwiniasz?- Nachylił się do mnie
-To ja wtedy prowadziłem- spojrzenie starszego mężczyzny było coraz mniej przyjemne a mi robiło się gorąco i zacząłem się pocić
-Ale nie byłeś pijany jak tamten- powiedział i nalał mi jeszcze- a jak tam sprawy sercowe?
-Nie zamierzam się wiązać nie po tym wszystkim- warknąłem w jego stronę i odszedłem od baru pod jego czujnym okiem po czym usiadłem pod oknem twarzą do barmana.
Byłem już przy mimo trzecim piwie gdy usłyszałem czysty śmiech Kamila który tak bardzo mi się podobał a za każdym razem gdy go słyszałem był coraz wspanialszy, odwróciłem się szybko i zobaczyłem mojego ulubionego pacjenta z nieznajomym
-Robert!- Ucieszył się chłopiec- Możemy się przysiąść?- I nie czekając na odpowiedź obaj usiedli tak że byłem uwięziony między nimi
-Jestem Tomek- przedstawił się tamten- Ty musisz być tym słynnym lekarzem. Kamil nie przesadzał- poklepał mnie po ramieniu a mi zrobiło się jakoś nie przyjemnie
-Pewnie pewnie- chłopiec entuzjastycznie pokiwał głową i czknął uroczo
-Piliście?-Zainteresowałem się i zaniepokoiłem bo przecież Kamil był wciąż taki młody
-Tylko jedno piwo- przytulił się do mnie- ale jesteś twardy jak skała- próbował się ułożyć w moich ramionach ale wciąż mu to nie wychodziło i kręcił się na krótkiej wąskiej ławce
-Powinienem być zazdrosny?- Tomek szczerzył do nas zęby i pił moje własne piwo- A tak poważnie Kamilku nie powinieneś mówić takich rzeczy to niegrzeczne- pogroził mu palem- pan doktor to poważny szanowany człowiek i na pewno nie życzy sobie żeby jakiś nieletni pijaczek się do niego przymilał. Chodź tu malutki- ku mojej rozpaczy Kamil wstał ze swojego miejsca i usiadł na kolanach Tomka, zrobiło mi się zimno i pusto ale ze wszystkich sił starałem się tego nie okazywać
-Ty masz dowód?- Zwróciłem się do starszego z chłopców chociaż na pierwszy rzut oka widać było, że jest starszy
-A pewnie, że mam- i wyciągnął z kieszeni karteczkę. Ucieszyłem się gdy przeczytałem gdzie mieszka
-Ja też poproszę piwko- Kamil uśmiechnął się do mnie z kolan Tomka- Takie jedno małe
-Ty mój drogi dostaniesz tylko soczek- pogłaskałem go po brązowych loczkach i poszedłem do baru. Miał rację byłem twardy jak skała ale nie mogłem nic z tym zrobić on nie był dla mnie. Na szczęście potrafiłem się kontrolować i wiedziałem że dam sobie radę być w jego życiu chociaż w pewnym stopniu a chłopiec tego chciał.
-Niezły jesteś- Tomek stanął za mną i położył mi rękę na pośladku- Wiem że nie powinienem go rozpijać ale chcę żeby dobrze się bawił. Nie jestem złym człowiekiem
-To nie moja sprawa- zabrałem jego rękę- czego ty chcesz od niego?
-Lubię go nawet bardzo- uśmiechnął się do mnie- a co dalej zobaczymy. Ty też go lubisz prawda?
-To bardzo miły chłopiec- burknąłem niegrzecznie i ruszyłem do stolika. Kamil siedział tam sam ale zdawał się dobrze bawić owijając się moją kurtką i próbując wypić resztkę piwa przez słomkę co wyglądało bardzo zabawnie
-Nie o tym mówię- Tomek zrównał ze mną krok- Ale to twoja sprawa. Ja będę tu tylko raz na dwa miesiące przez kilka dni. Reszta czasu....zależy od tego kto go zdobędzie
-Zgodził się na to?- Zdziwiłem się przystając
-To nic złego będziemy przyjaciółmi a może czasem coś więcej- chciałem się zamachnąć i go uderzyć. On nie nadawał się na kogoś kto miałby przebywać z Kamilem ale z drugiej strony go rozumiałem też starałem się zabrać cenne sekundy z życia ślicznego maluszka.
Wiedziałem, że moje życie będzie teraz bardzo trudne.
##################################################################################
Kochani ten rozdział jest chyba taki sobie. Pisałam go z wielkim trudem ale dajcie znać co Wy myślicie:)
Na razie jest spokojnie, wręcz nudno. Czekam, aż się rozwinie akcja.
OdpowiedzUsuńTen cały chłopak młodego to takie niezłe ziółko. Nie wróżę spokojnego związku, oj, nie wróżę...
Ale mogę przepowiedzieć mentalny lincz! Sol, kobitko, czasami po prostu przystopuj, przeczytaj to, co napisałaś... Fragment o dłoniach jest praktycznie niezrozumiały. Z interpunkcją też nie jest wesoło... Pisz czasami krótsze zdania, a wtedy nie dość, że będziesz mieć spokój z przecinkami i całą resztą dupereli, to jeszcze istnieje szansa, że nie pogubisz się w swojej wypowiedzi i czytelnik zrozumie, co miałaś na myśli. Teraz z tym trochę ciężko :/
Wracając do fabuły... Tomka nie lubię - bardzo nie lubię - a sam doktorek wydaje się być ciekawy. Biorąc pod uwagę mentalność Kamila - mogę nazwać doktorka pedofilem? :D Młody jest strasznie dziecinny! :D Niby taki uroczy, a jednak przez tę jego infantylność mam wrażenie, że nie dojrzał do bycia w związku :/
Życzę weenyyy :D
Hej,
OdpowiedzUsuńZ Tomka to niezłe ziółka, oj będzie tutaj ciekawie, Robertowi bardzo się podoba….
Multum weny życzę…
Pozdrawiam serdecznie Basia
Szybko rozdział pliisssss
OdpowiedzUsuńWitam,
OdpowiedzUsuńbuu autorko, co się dzieje? Rozumiem są sytuacje, ale chociaż jakiś znak życia...
Dużo weny życzę Tobie...
Pozdrawiam serdecznie Aga
Boskie 🌉
OdpowiedzUsuńBędziesz kontynuować?
OdpowiedzUsuńHejeczka,
OdpowiedzUsuńmam nadzieję, że tutaj powrócisz, bo ja bardzo tęsknię... a opowiadanie jest bardzo rewelacyjne... chcę więcej...
Dużo weny życzę...
Pozdrawiam serdecznie Monika